Pamiętniki z Rajskich wakacji – część VI

No i w końcu jest część VI, chyba ostatnia.
Uroczy piątek, ciężki piątek.

Coś się kończy, a Ty masz wrażenie, że nie do końca było tak jakbyś chciała.
Że nie spełniłaś swojego obowiązku.
Że tyle rzeczy poszło źle.
Że mogło być dużo lepiej.
Że ty mogłaś być lepsza.

Piątek był dla mnie ciężkim dniem, mimo że to dzień moich urodzin.
A może to właśnie dlatego, taki sygnał, że w dorosłości (w końcu magiczna dwudziestka) nie będzie łatwo.

Pobudka, modlitwa, śniadanie, śpiew…
Ach co to był za śpiew.
Pełen gadania a nie śpiewu.
Mojego gadania.
Próby uzmysłowienia naszej młodzieży, że jednak coś jest nie tak.
Że niektóre rzeczy nie powinny mieć miejsca.
Że szacunek pomaga w życiu.
Że jest tak ważny, jeśli żyje się w grupie.
I że mówię to dla ich dobra.
I że jesteśmy tu dla Nich.

Aż doszłam do granicy, gdzie już mówić nie mogłam.
Gdzie trzeba było rzucić czymś i wyjść,
lub powiedzieć słowo i wyjść.

I wyszłam, ze łzą w oku i mnóstwem myśli w głowie.
Odłożyłam djembe, przywitałam się z Adrianem, który stał się jasnym punktem w tej chwili.
I poszłam szukać ciszy.
Ciszy i samotności, aż mi przeszło, a przynajmniej trochę.

Potem była Eucharystia z Homilia ks. Witka, mówił jak grzech brudzi nam ręce i serca.
I że powinniśmy się wypełniać dobrem.

I nabożeństwo, gdzie każdy mógł swoja rękę namalowana na kartce oddać Bogu.
Zawierzyć Mu swoje życie.
Powiedzieć „tak Panie, Ty się tym zajmij”.

A potem film, siedziałam w drzwiach auli, z misiem, zawinięta kurtką i próbowałam zasnąć, zapomnieć.

I potem była kolacja, było spokojnie, do czasu.
Do czas, aż Gabrysia zawołała mnie na środek i kazała stanąć na krześle.
I rozległo się głośne „Sto lat” i parę innych.
A mi oczy zabłysły.
Wzruszył mnie ten śpiew i te uśmiechy.
Wasza obecność.
A potem ten zmasowany atak chłopaków, którzy koniecznie chcieli mnie podrzucić do nieba.
Ale najpierw wynieśli mnie z jadalni na zewnątrz, żeby było łatwiej.
Wypadł mi telefon gdzieś w połowie podrzucania.
Spodnie mi spadały.
Ktoś dostał łokciem.
A ja krzyczałam.
Potem tyle uścisków, życzeń, uśmiechów, radości.

Mimo wszystko piękny był to dzień, piękny.
I piękny to był tydzień.

Tak więc dziękuję wszystkim, którzy czytali moje pamiętniki.
Był to dla mnie ciekawy projekt.
Ciekawy i trudny.
Mam nadzieję, że się podobały i że będziecie czasem do nich wracać

Pozdrawiam
Ciocie Ania

One Reply to “Pamiętniki z Rajskich wakacji – część VI”

  1. Miło tak sobie zajrzeć tutaj i powspominać kolonię… 🙂 Dzięki takiemu pamiętnikowi łatwiej odświeżyć pamięć. Kawał dobrej roboty 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *