Obietnica, czyli o szacunku do siebie


Emocje / środa, Wrzesień 23rd, 2015

Skoro jesień jest sentymentalna, to ja sentymentalnie o czymś, co dotyczy chyba każdego.
Mija wrzesień, czyli do końca roku zostało już kilka miesięcy, a jak się ma Twoja lista rzeczy, które w Sylwestra, czy Nowy Rok tak skrupulatnie zapisywałeś?
Oby dobrze.

12042194_955131434546856_1839375666_n Obietnica, czyli o szacunku do siebie

Obietnica = przyrzeczenie = pewność = deklaracja = przysięga.

To jest takie “coś” czego się nie łamie.
Dlatego z wielkim dystansem podchodzę do tego, gdy ktoś chcę mi coś obiecać, ponieważ zawsze jest mi niesamowicie ciężko, gdy ktoś łamie obietnice, którą mi wcześniej złożył.
I wkurza mnie, że ludzie podchodzą do tego tak lekkomyślnie.
Bo można obiecać, że już nigdy nie zostawi się łyżeczki w zlewie (nie lubię tego bardzo), ale można też obiecać, że nigdy więcej nie zrani się drugiej osoby.

Czy “waga” obietnicy ma znaczenie?

Ma.
Ale mimo to każde złamanie danej przysięgi boli, bez względu na tę wagę.
I wtedy może pojawić się wątpliwość. Czy w takim razie mogę ufać tej drugiej osobie.
Jeśli złamała drobną obietnicę, jeśli okazała się mało ważna to czy tej ważniejszej obietnicy też nie złamie?

I tu uświadomiłam sobie, że jestem hipokrytką.
Tak. I mówię to z pełną świadomością, bo jak inaczej można mnie nazwać.
Wymagam dotrzymywania obietnic od innych, a sama?
A sama nie dotrzymuje obietnic składanych sobie.

Pamiętacie tekst o tym, że to “ja jestem najważniejsza”? (Wybaczcie chwilowo, nie mogę go znaleźć).
Więc czy łamanie obietnic dawanych sobie samemu nie jest czasem brakiem szacunku dla siebie?

Przychodzą do mnie czasem takie dni, że słyszę w głowie myśl “no zrób coś wreszcie”. Zawsze chciałam się rozwijać, obiecywałam sobie, że coś dla siebie zrobię, że doprowadzę jakąś sprawę do końca, że wytrwam. I przeważnie kończyło się na tym, że odpuszczałam.

A tu trzeba wymagać od siebie. Wymagać od siebie szacunku do siebie. Dotrzymywanie obietnic jest fajne i daje nam poczucie bezpieczeństwa i tak potrzebnego zaufania, bo co jeśli nie będziemy ufać samym sobie?

A to wszystko nie jest trudne, nie wymaga ode mnie nadzwyczajnego wysiłku. Jedynie odrobinę siły woli i chęci. Powiedzenia sobie wstań, zrób to. Motywacja wtedy nie musi istnieć. Wystarczy determinacja, szacunek do siebie i chęci by nie stać w miejscu.

Dlatego nie obiecuje i do następnego…

A jak się mają Wasze obietnice, jak do tego podchodzicie?